GLKS II rozgromiony, jesień dla UMKS-u II

Dodane 19 listopada 2014 o20:56:31 w kategorii ' Relacje ',

UMKS II Piaseczno zakończył rundę jesienną na pozycji lidera trzeciej grupy warszawskiej B-klasy. Tytuł mistrza jesieni dało biało-niebieskim niedzielne spotkanie z rezerwami Nadarzyna, wygrane przez ekipę Łukasza Kasztankiewicza aż 6-1.

Image and video hosting by TinyPic

Gospodarze wyszli na prowadzenie już w 6. minucie meczu. Paweł Dudek zagrał piętą w pole karne do Mateusza Ludwiniaka, pomocnik Piaseczna wygrał przebitkę z obrońcą gości i z bliska trafił na 1-0.

W 26. minucie było już 2-0 dla UMKS-u II. Kapitalną akcją popisał się Dudek, który ściął z lewego skrzydła do środka i z około 25 metrów uderzył swoją słabszą prawą nogą w długi róg, wprost w okienko bramki Nadarzyna. Gol – stadiony świata!

Image and video hosting by TinyPic

Dwanaście minut później GLKS II strzelił kontaktowego gola. Po faulu Szymańskiego w polu karnym sędzia podyktował „jedenastkę”, którą na bramkę zamienił pewnym strzałem Rafał Nowicki.

To było jednak wszystko, na co tego dnia stać było piłkarzy z Nadarzyna. UMKS II nie zwalniał natomiast tempa i już trzy minuty później ponownie prowadził dwoma golami. Fantastycznym podaniem między obrońców popisał się Ludwiniak, Paweł Dudek odegrał na prawą stronę do Szymańskiego, a ten zrehabilitował się za sprokurowanie karnego, uderzając płasko w długi róg.

Image and video hosting by TinyPic

W 71. minucie Piaseczno podwyższyło na 4-1. Katastrofalny błąd golkipera Nadarzyna, który w niegroźnej sytuacji wypuścił piłkę z rąk, wykorzystał wprowadzony na boisko dziesięć minut wcześniej Śmietanka, trafiając z kilku metrów do siatki.

Bramkarz GLKS-u II nie zdążył jeszcze dojść do siebie po tej pomyłce, a już po chwili ponownie skiksował, strącając piłkę wprost pod nogi Radomskiego, który przytomnie odegrał na środek do Dudka. Pomocnik gospodarzy nie mógł się w tej sytuacji pomylić i po nodze jednego z defensorów trafił na 5-1.

Image and video hosting by TinyPic

W 81. minucie przyjezdnych dobił Mateusz Radomski, który po dokładnym podaniu od Bartka Gołaszewskiego uderzył płasko w długi róg, ustalając wynik meczu na 6-1.

Po rundzie jesiennej biało-niebiescy, z 23 punktami, zdobytymi w 10 meczach, są liderem B-klasy. Nad drugim w tabeli Wrzosem Międzyborów podopieczni Łukasza Kasztankiewicza mają punkt przewagi. Na podium znalazła się jeszcze Jeziorka Prażmów, która zgromadziła 21 „oczek”.


16 listopada 2014
UMKS II Piaseczno 6 – 1 GLKS II Nadarzyn
Bramki: 6' Ludwiniak, 26', 72' P.Dudek, 37' Szymański, 71' Śmietanka, 81' Radomski – 34' (k) Nowicki
Skład: Erden – Bogucki, Czarnołęcki, Saługa, Zawadzki – Szymański (61' Śmietanka), B.Gołaszewski, Ludwiniak, Malinowski, P.Dudek – Radomski
Żółta kartka: B.Gołaszewski (UMKS II)



Juniorskie Mistrzostwa Polski nie dla GOSiRek

Dodane 19 listopada 2014 o20:12:32 w kategorii ' Relacje ',

Piaseczyńskie GOSiRki nie awansowały na rozgrywane w 2015 roku Mistrzostwa Polski U-19. Podopieczne Krzysztofa Dudka i Mariusza Malarza nie zdołały przebrnąć przez niedzielne eliminacje do turnieju.

Image and video hosting by TinyPic

Biało-niebieskie rozpoczęły obiecująco, bo w pierwszym spotkaniu pewnie wygrały z Jantarem Ostrołęka 3-1. Gole dla GOSiRek strzeliły w tym meczu Kasia Witkowska, Kinga Kołek i Helena Jethon. Niestety, dla piłkarek z Piaseczna było to nie tylko jedyne zwycięstwo, ale i jedyne zdobyte w tym turnieju bramki.

Image and video hosting by TinyPic

W drugim spotkaniu (w pięciozespołowej grupie grano systemem każdy z każdym, 2x20 minut) nasza drużyna mierzyła się z Zamłyniem Radom. Gospodynie miały przewagę optyczną, częściej były przy piłce, ale zupełnie nie potrafiły zamienić tego na sytuacje bramkowe. Radomianki z kolei groźnie kontrowały. W 14. minucie przyjezdne zmarnowały doskonałą okazję, uderzając w sytuacji sam na sam w boczną siatkę, a dziesięć minut później po strzale jednej z piłkarek Zamłynia futbolówka trafiła w poprzeczkę. GOSiRki odpowiedziały jedynie akcją z 33. minuty, gdy po przyblokowanym uderzeniu Wiśniewskiej piłka trafiła do Marty Chmielewskiej. Niestety, naszej zawodniczce zabrakło w tej sytuacji odrobiny precyzji. Minutę przed końcowym gwizdkiem Zamłynie przeprowadziło kolejną, tym razem już zabójczą, kontrę. Po długim podaniu w pole karne i zderzeniu naszej bramkarki ze snajperką z Radomia, Paulina Peszko z bliska strzeliła jedynego gola spotkania.

Image and video hosting by TinyPic

Skromną wygraną przyjezdnych zakończyło się także trzecie spotkanie, w którym GOSiRki rywalizowały z AZS-em Biała Podlaska. W pierwszej połowie oba zespoły stworzyły po jednej groźnej sytuacji, ale w 6. minucie Kietrzewicz odbiła nogami strzał napastniczki gości, zaś w 20. minucie Oliwia Rapacka przy próbie lobowania uderzyła minimalnie niecelnie. Ta sama zawodniczka mogła otworzyć wynik w 25. minucie, ale tym razem snajperka Piaseczna zbyt wcześnie zdecydowała się na strzał i z nieprzygotowanej pozycji posłała futbolówkę obok bramki. Jedyny gol meczu padł w 29. minucie. Po podaniu w pole karne napastniczka AZS-u uderzyła – chyba z minimalnego spalonego – w lewy dolny róg bramki, nie dając naszej golkiperce żadnych szans.

Image and video hosting by TinyPic

Wyniki pozostałych spotkań sprawiły, że GOSiRki, choć w trzech meczach ugrały zaledwie 3 punkty, miały jeszcze szansę na zakwalifikowanie się do mistrzostw Polski. Podopieczne Krzysztofa Dudka i Mariusza Malarza musiały jednak wygrać ostatnie starcie, z Czwórką Radom. Niestety, spotkanie rozpoczęło się dla biało-niebieskich najgorzej, jak mogło. Już w 2. minucie przyjezdne wyszły z szybką kontrą, zakończoną pięknym lobem z lewej strony boiska. Niespełna 10 minut później było już 0-2, po tym, jak napastniczka z Radomia trafiła do siatki po nodze naszej golkiperki. Pięć minut przed końcem meczu GOSiRki dostały jeszcze trzeci cios – piłka po mocnym strzale z prawej strony pola karnego „wyłamała” ręce Kietrzewicz i spadła już za linią bramkową, ustalając wynik na 0-3.

Image and video hosting by TinyPic

Zwycięstwo nad GOSiRkami sprawiło, że – poza AZS-em Biała Podlaska – to właśnie zawodniczki Czwórki Radom awansowały na mistrzostwa Polski U-19. Nagrody indywidualne w piaseczyńskich eliminacjach trafiły zaś do Anny Wesołowskiej z Czwórki (królowa strzelczyń), Angeliki Grzywny z AZS-u (najlepsza zawodniczka) oraz Wiktorii Paćko z Zamłynia (najlepsza bramkarka).



Szósty numer „Asystenta Trenera” już w sprzedaży

Dodane 19 listopada 2014 o18:45:57 w kategorii ' Ogólne ',

Na stronie internetowej www.asystent-trenera.pl/prenumerata można już zamawiać szósty numer magazynu „Asystent Trenera”, tworzonego przez byłych graczy Piaseczna – Marcina Papierza i Grzegorza Gromadzkiego.

Image and video hosting by TinyPic

Tematem numeru jest artykuł Miłosza Stępińskiego, trenera asystenta w reprezentacji Polski U-20, który wyjaśnia, jak należy uczyć zawodników tiki-taki, która doprowadziła do największych sukcesów drużynę Barcelony.

Piaseczyńskich kibiców z pewnością zainteresuje wywiad z Piotrem Stokowcem, byłym zawodnikiem drugoligowego FC Piaseczno, a obecnie szkoleniowcem Zagłębia Lubin, w którym poruszono niezwykle ważną kwestię psychologii sportu w futbolu. Temat rozwinięty jest także w artykule Dariusza Parzelskiego i Tomasza Kuracha, psychologów sportu, którzy przyjrzeli się temu zagadnieniu podczas mundialu w Brazylii.

Ponadto w numerze znalazły się również ciekawe materiały poświęcone filozofii pracy z bramkarzami, zebrane na podstawie wypowiedzi trenerów z Hiszpanii, Niemiec, Grecji, Holandii i Finlandii, a także – do czego „AT” zdążył nas już przyzwyczaić – sporo materiałów dotyczących taktyki.

Polecam!



Złoty weekend piaseczyńskich juniorów

Dodane 17 listopada 2014 o20:46:54 w kategorii ' Relacje ',

Wspaniale dla juniorskich drużyn UMKS-u zakończyła się runda jesienna bieżącego sezonu. Aż trzy roczniki uzyskały awans do najwyższych klas rozgrywkowych w swojej kategorii wiekowej!

Image and video hosting by TinyPic

W Ekstralidze Juniorów Starszych U-19 (rocznik 96/97) zobaczymy wiosną podopiecznych trenera Roberta Radońskiego, którzy w decydującym o awansie starciu wygrali na wyjeździe z Mazurem Karczew aż 4-1.

Do prawdziwego cudu doszło natomiast w roczniku 1999, prowadzonym przez Bartosza Kobzę. Zawodnicy UMKS-u, którzy 26 października zaledwie zremisowali na własnym stadionie z Legionem Radom 4-4, musieli nie tylko wygrać oba ostatnie spotkania, ale również liczyć na to, że bezpośredni rywale w walce o awans pogubią po drodze punkty. Szkoleniowiec biało-niebieskich miał niebywałe szczęście – w ostatniej kolejce stołeczny Ursus zremisował 1-1 z Mazurem Karczew, zaś ekipa z Piaseczna wygrała walkowerem z Centrum Radom (goście nie przyjechali na mecz)!

W najwyższej klasie rozgrywkowej zobaczymy również zespół z rocznika 2001, prowadzony przez Marcina Urbańskiego. Drużyna „Maszki” przegrała co prawda ostatnie spotkanie tej rundy, ale dla układu tabeli nie miało to już większego znaczenia, gdyż dwie godziny przed meczem Piaseczna swoje starcie przegrała Unia Warszawa, bezpośredni rywal biało-niebieskich w walce o awans.

Żadnych problemów z utrzymaniem się w ekstralidze nie miała również pierwsza drużyna rocznika '98, prowadzona przez Jarosława Ludwiniaka (w trakcie sezonu nasz zespół potrafił w ciągu tygodnia wygrać zarówno z Legią, jak i Polonią Warszawa). Oznacza to więc, że wiosną będziemy mieli w ekstraligach aż cztery zespoły!



Porażka na koniec rundy

Dodane 17 listopada 2014 o20:11:06 w kategorii ' Relacje ',

UMKS Piaseczno przegrał 1-2 z Błonianką Błonie w ostatnim meczu rundy jesiennej Ligi Okręgowej. Biało-niebiescy prowadzili od 31. minuty po golu Patryka Łojewskiego. W 66. minucie do wyrównania doprowadził Maciej Pater, były zawodnik naszego klubu, który wykorzystał błąd Patryka Zielińskiego. Na kwadrans przed końcem spotkania przyjezdni, za sprawą samobójczego trafienia Grzegorza Komosy, przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Image and video hosting by TinyPic

Po 15 kolejkach podopieczni Bartosza Kobzy zajmują, z 23 punktami na koncie, 7. miejsce. Do prowadzącej Błonianki biało-niebiescy tracą aż 18 punktów.


15 listopada 2014
UMKS Piaseczno 1 – 2 Błonianka Błonie
Bramki: 31' Łojewski – 66' Pater, 75' Komosa (sam.)
Skład: Rybus – Jamorski, Grzywna, Łojewski, Patryk Zieliński (87' Sobieraj) – Krzyżański (78' B.Gołaszewski), Komosa – Arak (75' K.Bogacki), Adamczyk, Breś – Zając (67' Wąsik)



Artur Maicki radnym

Dodane 17 listopada 2014 o18:48:36 w kategorii ' Ogólne ',

Artur Maicki, wiceprezes UMKS-u do spraw finansowych, dostał się z ramienia KWW Nasz Sport i Kultura do Rady Gminy Piaseczno. Po czterech latach z funkcją radnego żegna się natomiast trener Krzysztof Dudek.

Image and video hosting by TinyPic

W nowej Radzie Gminy znalazło się 12 osób z Platformy Obywatelskiej, 4 z Naszego Sportu i Kultury, 3 ze Wspólnoty Samorządowej, 2 z Prawa i Sprawiedliwości oraz po jednej z Centrum i komitetu Nasza Gmina, Nasz Powiat.



„Być twórcą, a nie petentem” - wywiad z Arturem Maickim

Dodane 12 listopada 2014 o11:59:56 w kategorii ' Wywiady ',

Image and video hosting by TinyPic

Był pan jedną z niewielu osób, związanych z piłką nożną, które z bliska widziały upadek dawnego KS-u. Czy sytuacja naprawdę wyglądała tak dramatycznie, że klubu nie dało się już ratować?

Artur Maicki, wiceprezes UMKS-u Piaseczno: Niestety tak... Byłem członkiem stowarzyszenia „starego” KS-u, prawdopodobnie dlatego, że ówczesny zarząd przez przypadek nie skojarzył mnie z piłką nożną. Wiadomo bowiem, jak to wyglądało. Ludzie związani z futbolem nie byli w stowarzyszeniu mile widziani, a niektórym odmawiano dołączenia do niego. Na początku, gdy nie znałem jeszcze tych ludzi, próbowałem z nimi współpracować. Oferowałem prezesowi Krakowiakowi swoją pomoc, swoje doświadczenie i zaangażowanie, ale to wszystko było odrzucane. Miałem jednak możliwość zapoznania się ze wszystkimi danymi finansowymi klubu, a tak się składa, że dobrze się na tym znam, gdyż od 20 lat pracuję w finansach, a od 15 lat jestem dyrektorem finansowym. Na koniec 2011 roku KS miał zadłużenie rzędu 537 tysięcy złotych z tendencją rosnącą, a na koncie bankowym 2 tysiące złotych. Wynikało to głównie z braku możliwości generowania jakichkolwiek przychodów poza dotacją z Gminy i wieżą telefonii komórkowej. Koszty były z kolei zdecydowanie zbyt wysokie w stosunku do poziomu działalności. Fakt, Gmina ograniczała z roku na rok dotacje na klub, co również nie było bez znaczenia. Za kadencji poprzedniego burmistrza i poprzedniej rady KS dostawał nawet milionowe dotacje, zaś w ostatnich latach były one systematycznie obniżane. Zadłużenie rosło, więc jedynym – w ocenie zarządu klubu – sposobem na podtrzymanie życia KS-u, była sprzedaż gruntów, o czym my wtedy, w 2012 roku, nie mieliśmy jeszcze świadomości... Odpowiadając na pytanie – w takiej formule i z takim zarządem klub zmierzał do upadku.

W klubie działała Komisja Rewizyjna, musiały być również jakieś kontrole, czy to z Gminy, czy ze Starostwa. Dlaczego tak długo się o tym nie mówiło? Czy musiało dojść do przekazania drużyny panu Marcinowi Wojteckiemu, a następnie do upadku, by ktokolwiek się tym zainteresował? Nie było pomysłu, by w inny sposób pomóc KS-owi?

Gmina nie jest organem kontrolującym stowarzyszenia. Jest nim Starostwo. Gmina przyznaje jedynie dotacje i kontroluje sposób ich rozliczania. Fakt, że w ubiegłych latach ta kontrola była na dość niskim poziomie... Dlaczego nikogo to nie interesowało? My, to znaczy ja, Jacek Krupnik i Jarek Ludwiniak, w swoim czasie, bodajże w 2011 roku, wysyłaliśmy pisma do Starostwa, ale pozostawały one bez odzewu. Sprawy z przekazaniem piłki nożnej panu Wojteckiemu nie chciałbym za bardzo komentować, bo nie byłem na tyle blisko zarządu, by znać wszystkie szczegóły, ale już wcześniej dało się odczuć, że niektórym ludziom kompletnie na piłce nożnej nie zależało. Zarząd zajmował się wówczas innymi dyscyplinami, a ponadto sporo uwagi, powiedziałbym nawet, że najwięcej, poświęcał sprawie uregulowania prawnego gruntów, na których znajduje się stadion. Futbol był z kolei bliski panu Wojteckiemu, bo tego na pewno nie można mu odmówić, dlatego to jemu przekazano sekcję piłkarską. Nie wiem dokładnie, czy było to spowodowane jakimiś wewnętrznymi ustaleniami zarządu, czy może pan Wojtecki chciał piaseczyńską piłkę ratować, ale dla mnie decyzja o wyłączeniu sekcji z klubu była największym błędem ostatnich lat. Prywatnemu sponsorowi, mającemu własną spółkę, było dużo trudniej w kontaktach z Gminą, niż miałoby to miejsce w przypadku stowarzyszenia, jakim był KS. Zwróćmy jednak uwagę na to, że klub pozbył się dwóch drużyn seniorskich, ale zostawił sobie wszystkie roczniki juniorskie. Dlaczego? Oczywiście dlatego, że były one źródłem przychodu z dotacji gminnych...

Półtora sezonu temu był pan, wespół z panami Jackiem Krupnikiem i Jarosławem Ludwiniakiem, w gronie osób, które postanowiły reaktywować po roku przerwy drużynę seniorską. Czy mieliście wówczas jakieś wsparcie ze strony rady i burmistrza?

Mam teraz, z perspektywy czasu, świadomość, że w 2012 roku, kiedy założyliśmy swoje stowarzyszenie i kiedy udało nam się przejąć pod swoje skrzydła piłkę juniorską, bez pomocy burmistrza i radnych nie udałoby się tego wszystkiego osiągnąć. W tym samym czasie toczyły się również rozmowy KS-u z Gminą w sprawie nabycia gruntów. Klub sprzedał je i przekazał użytkowane działki Gminie w czerwcu 2012 roku. Tutaj na pewno mieliśmy wsparcie ze strony burmistrza, na co duży wpływ miała na pewno nasza determinacja. Oczywiście podjęliśmy wówczas walkę o uratowanie seniorskiego futbolu, ale w tamtym roku nam się to nie udało. Po prostu nie było na to szans. W 2013 roku podjęliśmy kolejne działania, mające na celu reaktywację drużyny, a dzięki naszej determinacji w rozmowach ze Związkiem, udało nam się doprowadzić to tego, że UMKS rozpoczynał od A-, a nie od B-klasy. Udało się to w dużej mierze dzięki uchwale Polskiego Związku Piłki Nożnej, która weszła w życie dosłownie miesiąc wcześniej. Co do pomocy z Gminy, to ciężko mi jednoznacznie ją oceniać. Prawdą jest, że list, podpisany przez burmistrza, w którym pan Lis podkreślił, że wspiera nasze działania, związane z reaktywacją seniorskiej piłki, na pewno nam w Związku pomógł. Później dostawaliśmy także jakieś oznaki zainteresowania, natomiast nie było tak, że ktoś w Gminie czy w otoczeniu burmistrza chciał, jak to się mówi, „umierać za futbol”. Piłka nożna nie była bowiem priorytetem, szczególnie po zawirowaniach związanych z upadkiem KP Piaseczno i wycofaniu drużyny seniorskiej z rozgrywek.

Zdecydował się pan kandydować w tym roku do Rady Gminy. W mijającej kadencji mieliśmy dwoje radnych – pana Krzysztofa Dudka i panią Dorotę Kłos. Jak oceniłby pan ich zaangażowanie w sprawy sportu, a zwłaszcza futbolu?

Trochę niezręcznie jest mi na ten temat mówić, bo przecież kandyduję z tego samego ugrupowania, którym jest Nasz Sport i Kultura. Na pewno są to osoby, z którymi można było wiązać duże nadzieje, ale prawda jest taka, że aby być liczącą się siłą w Radzie, aby działania przekładały się bezpośrednio na kondycję klubu, trzeba mieć w Radzie więcej przedstawicieli. Właśnie dlatego tak ważne jest, by środowiska sportowe zmobilizowały się i zadbały o to, by mieć kogoś, kto będzie walczył o ich interesy. Dlatego właśnie ja czy pan Jacek Krupnik zdecydowaliśmy się kandydować.

W czym ma pan przewagę nad innymi kandydatami, niekiedy również kojarzonymi z lokalnym sportem?

Rozumiem, że mówimy głównie o piłce nożnej, która nam obu jest bliska? Jeżeli tak, to moja przewaga tkwi przede wszystkim w tym, iż futbol to moja pasja – i to od wielu lat. Odkąd mieszkam w Piasecznie, czyli od czternastu lat, chodziłem na mecze KS-u, KP czy UMKS-u. Kilka lat temu dużo bardziej zaangażowałem się także w sprawy związane z zarządzaniem, związałem się z pracującymi w klubie trenerami, szczególnie z Bartoszem Kobzą, u którego od długiego czasu jestem kierownikiem drużyny rocznika '99, w której gra mój syn. To tyle, jeśli chodzi o sympatie klubowe. Mogę również zaoferować zaangażowanie, wiedzę w sprawach finansowych, którymi zajmuję się zawodowo, a także pewną wizję, dotyczącą futbolu w naszej gminie. Półtora roku temu opracowaliśmy z trenerami koncepcję funkcjonowania drużyn w Piasecznie i okolicach, która zakłada coś, co próbowało wprowadzić już wiele osób, ale żadnej się to dotychczas nie udało. Mowa o piramidzie w ramach naszej gminy. Mieszkamy w Gminie Piaseczno, dlatego to miasto zasługuje na drużynę, która grałaby co najmniej w III, a nawet w II lidze. Naszym problemem jest jednak to, że w gminie funkcjonuje wiele drużyn, z których każda rywalizuje z każdym, a zwłaszcza z Piasecznem. Tymczasem to Piaseczno jest miastem, na mecze którego przychodzi najwięcej kibiców. Nawet na mecze A-klasy potrafiło u nas przyjść tyle osób, ile okoliczne drużyny, grające wówczas w wyższych ligach, nie zbierały razem przez cały weekend. To w Piasecznie jest także największy potencjał czysto ludzki. Mamy najwięcej trenującej młodzieży, która osiąga sukcesy. Większość naszych drużyn gra w najwyższych ligach na terenie województwa. Tyle że ten potencjał nie jest, jak mi się wydaje, wykorzystywany we właściwy sposób. Chciałbym skupić się na wprowadzeniu tej koncepcji, zakładającej piramidę, zgodnie z którą wszystkie kluby w gminie ze sobą współpracują. Nie jest tak, że Piaseczno ma tu kogoś wykorzystywać...

Okoliczne kluby będą się raczej broniły przed tego rodzaju centralizacją, ponieważ, jak mi się wydaje, będą na tym sporo traciły. A wiadomo, że dla większości zespołów w naszej gminie najważniejsze jest to, by ograć Piaseczno. Myśli pan, że wszyscy zgodzą się na taką współpracę, mając gdzieś z tyłu głowy, że pracują głównie na chwałę biało-niebieskich?

Jest w tym pewnie trochę racji, ale wydaje mi się, że nadszedł już czas, by się zjednoczyć. Oczywiście nie za wszelką cenę i nie na każdych warunkach, ale polska piłka zna już przypadki małych ośrodków, w których próbowano na siłę budować wielki futbol. Przykłady Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, Amiki Wronki czy – z nieco dawniejszych lat – Sokoła Pniewy dobitnie pokazują, że to się szybko kończy. W futbolu także muszą być jakieś proporcje, musi być jakiś sens. Z całym szacunkiem dla pozostałych klubów naszej gminy, ale potencjał, zainteresowanie, liczba kibiców, wielkość miasta – to wszystko przemawia za Piasecznem. Domyślam się, że to nie będzie łatwy proces, że będzie to dla wielu bolesne, ale przecież to będzie współpraca dwustronna. Najlepsi niech grają w Piasecznie, ale niech między klubami będzie wymiana zawodników, bo przecież okoliczne drużyny też skorzystają na tym, że ci, którzy się u nas nie łapią, będą wzmocnieniami dla Perły, Laury czy Jedności. Bo, to chciałbym podkreślić, ja nie jestem przeciwnikiem któregokolwiek z klubów. Wręcz przeciwnie. Jestem za tym, by wszystkie ośrodki, które mają tradycje piłkarskie, miały swoje drużyny seniorskie. Tyle że wolałbym silne Piaseczno w III czy II lidze, zamiast czterech klubów w okręgówce.

No dobrze, ale inne kluby mogą powiedzieć: mamy sponsora, więc nie potrzebujemy waszej łaski, bo jak zapłacimy odpowiednią kwotę i zaoferujemy odpowiednią pensję, to ci najlepsi i tak będą grali u nas.

Zgoda, ale tu już mieszamy sprawy związane z dotacjami z prywatnym sponsoringiem. Piramida dotyczy środków gminnych. Jeżeli klub znajdzie sobie sponsora, który pozwoli mu na mocarstwowe ambicje, to bardzo dobrze. Gmina powinna określić jedynie pewne poziomy, czy to procentowe, czy kwotowe, do których finansuje kluby. Każda złotówka, włożona do zespołu przez prywatnego sponsora, będzie z korzyścią dla niego. Mało tego, uważam, że nawet pieniądze, pochodzące z naszych podatków, a potem przekazywane w formie dotacji na nasz piaseczyński klub, powinny mieć jakieś ograniczenia. Nie jest tak, że wymagam, by gmina bez żadnych limitów pompowała pieniądze w biało-niebieskich. Uważam, że doskonale sprawdziłby się w naszej gminie system 50-50, w którym połowa środków pochodziłaby z dotacji, ale drugą połowę klub czy stowarzyszenie musiałyby same sobie zapewnić. Oczywiście także przy założeniu pewnych kwot bezwzględnych, by nie było sytuacji, że klubowi trafi się bogaty sponsor, który swoim wkładem zmusiłby gminę do dołożenia np. pięciu milionów złotych.

Dotacje, które gmina przekazuje teraz na sport, są dużo mniejsze, niż były kilka lat temu. Uważa pan, że są one za niskie, czy może są adekwatne, jeżeli umie się nimi odpowiednio zarządzać?

Jeżeli chodzi o całą pulę, to dotacje są tak naprawdę na bardzo podobnym poziomie do tego z ubiegłych lat. Sęk w tym, że w gminie jest coraz więcej podmiotów, które ubiegają się o pieniądze z tych dotacji. Wiadomo natomiast, że zarządzanie tymi środkami jest bardzo istotne. Mogę podać prosty przykład – w 2012 roku na funkcjonowanie wszystkich drużyn młodzieżowych dostaliśmy 240 tysięcy złotych dotacji. Jest to kwota dwukrotnie niższa od tej, którą dostał KS dwa lata wcześniej na nawet mniejszą liczbę drużyn. Dodatkowo my musieliśmy opłacać wynajem boisk. Zgoda, KS musiał przeznaczać część środków na utrzymanie obiektu, ale widać wyraźnie, że zarządzanie ma tu ogromne znaczenie. Widać też, że za czasów „starego” KS-u to zarządzanie nie było dobre. Wiadomo, że w obecnej sytuacji, gdy na większą liczbę drużyn dostajemy dużo mniejsze dotacje, część spraw muszą dofinansowywać rodzice, ale wszystkie zobowiązania, jakie mamy względem trenerów czy innych podmiotów, regulujemy na bieżąco, a każdy rok zamykamy na zero. Na zero, gdyż naszym celem nie jest działalność zarobkowa, ale umożliwienie funkcjonowania zawodnikom i drużynom. Ogromna różnica między nami a „starym” KS-em polega również na tym, że tam osoby z kierownictwa pobierały za swoją pracę wynagrodzenie, w dodatku niemałe, zaś my, mówię tu o prezesie i wiceprezesach UMKS-u, działamy całkowicie społecznie. My łączymy członkostwo w Zarządzie z bieżącym kierowaniem i zarządzaniem klubem.

Mimo to rodzice muszą dokładać się do funkcjonowania drużyn, zaś niektórzy trenerzy skarżą się, że w klubie brakuje środków nie tylko na rozwój szkoleniowców, ale nawet na rzeczy typu piłki czy pachołki do treningów...

Tego typu sprawy powinny być w stu procentach w gestii klubów, a środki na szkolenia dla trenerów czy sprzęt sportowy powinny pochodzić z zewnętrznych źródeł. Rzeczywiście, to jest w tej chwili nasza bolączka i nie ma co zrzucać całej winy na lata zaniedbań poprzednich władz biało-niebieskich. Tyle że środki, jakie posiadamy, są bardzo ograniczone, a od 2014 roku doszły nam jeszcze koszty, związane z wynajmowaniem obiektów. W 2012 roku, za wynajem obiektów, płaciliśmy „staremu” KS-owi 7 tysięcy złotych miesięcznie. W tej chwili za korzystanie z obiektów gminnych płacimy co prawda mniej, niż wynoszą stawki komercyjne, ale przy zachowaniu tego samego poziomu dotacji, wyniesie nas to około 30 – 35 tysięcy złotych za rok. Gdybyśmy nie musieli ponosić tych kosztów, na pewno mielibyśmy dużo więcej środków na wspomniane przez ciebie sprawy. Muszę jednak dodać, że w tym roku zainwestowaliśmy w sprzęt sportowy, jako klub, dużo więcej, niż było to w ubiegłych latach. Nie mam w tej chwili dokładnych danych, ale myślę, że było to w granicach 10 tysięcy złotych. Jeżeli chodzi o szkolenia – to prawda. Do tej pory czegoś takiego nie finansowaliśmy. Na pewno warto o tym pomyśleć, ale na chwilę obecną nasze środki po prostu na to nie pozwalają. Skupiamy się przede wszystkim na terminowym płaceniu wynagrodzeń dla trenerów i zapewnieniu płynnego funkcjonowania rocznikom juniorskim.

A co ze sponsorami zewnętrznymi?

Warto poruszyć ten temat, bo wydaje mi się, że nie wszyscy zdają sobie u nas sprawę z pewnych ograniczeń i uwarunkowań prawnych. Często mylimy sponsoring z darowizną. Darowizna jest wtedy, gdy ktoś przekazuje pieniądze na klub i nic za to nie chce. Sponsoring to z kolei sytuacja, gdy ktoś daje pieniądze, ale oczekuje od klubu pewnej usługi, czyli przeważnie reklamy. A to jest już działalnością gospodarczą i żeby takową prowadzić, trzeba być zarejestrowanym w KRS-ie i mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą. Jeżeli dobrze się orientuję, niewiele klubów w naszej gminie ma taką formułę. My, czyli UMKS/ MKS, byliśmy początkowo zarejestrowani jako stowarzyszenie w powiecie, gdyż taka była potrzeba chwili. To była po prostu najszybsza formuła rejestracji. Oczywiście mieliśmy, jako zarząd, pełną świadomość tego, że ta formuła nas ogranicza, dlatego szybko podjęliśmy decyzję, że to zmieniamy. W lutym tego roku mieliśmy walne zebranie, na którym zmieniliśmy statut, a następnie złożyliśmy wniosek o rejestrację w KRS-ie. W związku z tym, że nie była to rejestracja od zera, ale rejestracja od stowarzyszenia w powiecie do rejestracji w KRS-ie, była to bardzo skomplikowana droga prawna. Na szczęście zakończyła się ona sukcesem i od sierpnia jesteśmy w KRS-ie, a ponadto możemy prowadzić działalność gospodarczą. Czy to się przełożyło na działania związane z szukaniem sponsorów? Na razie nie ma jeszcze takich efektów, jakie chcielibyśmy mieć, ale każdy rocznik pozyskuje już pewne środki finansowe, a mając obecną formułę, możemy działać zgodnie z przepisami prawa. Nie jestem w stanie bez zaglądania w dokumenty podać dokładnych kwot, ale myślę, że w tym roku, w skali całego klubu, będzie to kwota przekraczająca 40 tysięcy złotych. Można więc powiedzieć, że jakieś tam drobne sukcesiki się powoli rodzą. Ubolewamy jednak nad tym, że nie mamy jak na razie jednego głównego sponsora. Być może wynika to z tego, że trudniej jest pozyskać sponsora do Ligi Okręgowej, niż choćby do III ligi, być może jest to spowodowane tym, że zarówno ja, jak i prezes Jacek Krupnik, pracujemy zawodowo, więc nie możemy się na co dzień poświęcać klubowi w takim stopniu, w jakim byśmy chcieli... Niestety, ale pomimo wielu spotkań z rodzicami i wielu próśb o zaangażowanie się, nie spotkaliśmy się z dużym odzewem. Muszę jednak zaznaczyć, że ostatnio w jednym roczniku spotkałem rodzica, z którym wiążę duże nadzieje. Być może jego pasja i zaangażowanie pomogą nam w tym zakresie. Podsumowując – największymi problemami, związanymi z pozyskiwaniem sponsorów, są brak czasu i zbyt mało ludzi, chętnych do pomocy.

Myśli pan, że jako radny miałby pan na to więcej czasu?

To nie do końca tak. Jako radny miałbym możliwość stworzenia takiej atmosfery, by to sponsorzy chętniej inwestowali w sport. Nie oszukujmy się – jeżeli podmiot prywatny widzi, że w gminie sport, a w szczególności seniorska piłka nożna, nie są traktowane priorytetowo, że wchodząc w piłkę nożną czy jakąkolwiek inną dyscyplinę można tylko stracić, to trudno jest namówić kogokolwiek do współpracy.

Brak klimatu wynikać może z niewiedzy niektórych radnych. Pamiętne sesje budżetowe pokazały, że nie widzą oni różnicy między klubem, który ma dwa roczniki juniorskie, kopiące się jedynie z lokalnymi rywalami, a klubem, który ma tych roczników kilkanaście, z czego sporą część w najwyższych ligach na Mazowszu.

Zgadza się, natomiast prawda jest taka, że obecna rada będzie funkcjonowała w takiej formie jeszcze tylko kilka dni. Należy mieć nadzieję na to, że w nowym składzie pojawią się osoby, które będą miały inną wizję. Być może zależy to również od tego, jakie priorytety mają poszczególni kandydaci. Dla mnie jest to piłka nożna, funkcjonująca na zdrowych, logicznych zasadach, a także transparentne finansowanie klubów sportowych. Jeśli w radzie znajdą się osoby, z którymi będzie można rozmawiać, które będą otwarte na dyskusje, to – jak się przekonałem – nawet jedna zaangażowana osoba może wiele osiągnąć. Jeszcze dwa lata temu mało kto wiedział, czym zajmuję się ja czy czym zajmuje się Jacek Krupnik. Ale gdy połączyliśmy siły, udało nam się, dzięki pasji i zaangażowaniu, doprowadzić do tego, że znów możemy oglądać w Piasecznie seniorską drużynę piłkarską, która kontynuuje tradycje ponad 90 lat futbolu w naszym mieście. Myślę, że to samo może przełożyć się na Gminę. Jeżeli radni, którzy do tej pory interesowali się lasami chojnowskimi czy dzieleniem środków po równo, dostaną odpowiednie argumenty, mogą dać się przekonać do innej wizji.

Bolączką Piaseczna jest również to, że wiele stowarzyszeń powstaje ewidentnie tylko po to, by „przejadać” gminne dotacje...

Między innymi dlatego mówiłem wcześniej o konieczności wprowadzenia systemu 50-50. Pieniądz szanuje się wtedy, gdy samemu potrafi się go również wygenerować. Gdy wszystko dostaje się za darmo, zwykle się tego nie szanuje. I owszem, zdarzały się sytuacje, że dofinansowania dostawały u nas stowarzyszenia, które niemal 80 procent kwoty przeznaczały na wynagrodzenia dla zarządu i trenerów. Ja już kilka lat temu słyszałem opinie ludzi spoza miasta, że w Piasecznie wystarczy założyć jakiekolwiek stowarzyszenie, by dostać na nie pieniądze z dotacji. Troszeczkę ta nasza „demokracja” poszła w złym kierunku... W miastach pokroju Pruszkowa określono pewne priorytety, mówiące, jakie dyscypliny są finansowane ze środków gminy, a każda dyscyplina musi przyciągać nie tylko popularnością, ale i sukcesami. Co ciekawe, słyszałem, że niektórzy kandydaci do Rady Gminy obiecują znaczne obniżenie progu wkładu własnego przy dofinansowaniach, ale nie wydaje mi się, że byłby to dobry pomysł... Dodam jednak, że w ostatnich latach sytuacja bardzo się poprawia i tylko sporadycznie zdarzają się np. sytuacje z „rocznikami widmo”, czyli takimi, które istnieją w klubach tylko na papierze. Odpowiednie komórki w Gminie zaczęły dobrze funkcjonować, jeżeli chodzi o dokumenty. Brakuje jednak dokładniejszej weryfikacji, bo jeżeli klub X zgłasza do rozgrywek trzy roczniki i na te trzy roczniki dostaje dotację, to w przypadku wycofania zespołu po tygodniu czy dwóch, powinien jedną trzecią tej dotacji zwrócić. Tak się jednak nie dzieje.

Zbliża się zima, a w gminie cały czas panuje bałagan, związany z tym, gdzie będą trenowały nasze drużyny piłkarskie. Chodzi tu głównie o zespoły juniorskie, ćwiczące w halach. Dlaczego od tylu lat nikt nie potrafi sporządzić jasnego terminarza treningów, tylko wciąż odbywa się to na zasadzie znajomości trenerów z dyrektorami? Kto kogoś zna – ten trenuje. Kto nie zna, albo się z kimś nie lubi – musi się tułać po szkołach poza swoim miastem.

Słuszna uwaga, ale... nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Podejrzewam, że brakuje tu po prostu dobrej woli do tego, by usiąść i na spokojnie sporządzić jakiś grafik treningów. Jeżeli szkoły potrafią w krótkim czasie przygotować plan lekcji dla kilkudziesięciu nauczycieli i setek dzieci, to tym bardziej powinny umieć przygotować plan treningów dla tych paru gminnych klubów. Ta historia powtarza się każdego roku. My staramy się coraz wcześniej wysyłać szkołom i GOSiR-owi, jako organowi zarządzającemu/ koordynującemu, prośby o udostępnienie hal. Zapytanie złożyliśmy w tym roku już w połowie września, a do dziś nie otrzymaliśmy jasnej odpowiedzi, czy i gdzie będziemy mogli trenować. Wszystko to odbywa się w jakiejś strefie pełnej niedopowiedzeń, znajomości, a bywa i tak, że komercja wygrywa z potrzebami drużyn... Próbujemy indywidualnie organizować hale, zwłaszcza dla tych najmłodszych, ale naprawdę dziwię się, że szkoły, podlegające przecież pod gminę i powiat, nie są w stanie tego usystematyzować. Są jednak przykłady szkół, gdzie ta współpraca układa się dobrze.

A propos komercji – były w ostatnim czasie słynne już historie z Azjatami na stadionie. Uważa pan, że GOSiR, jako podmiot, który zarządza teraz klubowymi terenami, powinien organizować jak najwięcej takich akcji, dzięki czemu możliwe byłoby np. obniżenie kosztów wynajmu boisk dla klubów, czy może jest pan zdania, że stadion powinien służyć wyłącznie naszym zespołom?

Nie jestem przeciwnikiem imprez komercyjnych, ale na pewno trzeba ustalić pewne priorytety. Obiekty sportowe, szczególnie nasze nowe sztuczne boisko, są źródłem potencjalnego generowania dochodów, natomiast takimi obiektami musi zarządzać ktoś, kto czuje sport. Jestem przekonany, że można tak zaplanować funkcjonowanie drużyn, przede wszystkim drużyn z Piaseczna, gdyż inne kluby mają swoje obiekty i nawet jeśli nie są ich właścicielami, to mają je w użytkowaniu wieczystym. My natomiast nie tylko nie mamy żadnego obiektu, ale i wpływu na to, co się na piaseczyńskim stadionie dzieje... Oczywiście jestem jak najbardziej za imprezami, które pozwolą boisku na siebie zarabiać, byle nie przeszkadzały one w normalnym funkcjonowaniu naszego klubu. Baseball na płycie głównej to nie jest dobry pomysł, ale jest przecież wiele drużyn piłkarskich, które nie mają własnych boisk i tułają się gdzieś po Warszawie. Taki SEMP Ursynów ma przecież dużo bliżej do Piaseczna, niż na boisko Ursusa. Spokojnie moglibyśmy ustawić terminarz tak, by mogli oni grać swoje mecze u nas, a GOSiR czerpałby z tego korzyści.

Które ze standardów, zastosowanych w UMKS-ie/ MKS-ie, powinno się wprowadzić we wszystkich klubach naszej gminy?

Przede wszystkim obieg bezgotówkowy. W „starym” KS-ie gotówka to była potęga. U nas gotówki nie ma. Wszystkie składki są wpłacane bezpośrednio na konto, trenerzy otrzymują zaliczki z konta, a do tego obowiązuje u nas zasada podwójnego podpisu. Żaden przelew nie wyjdzie z klubu, jeżeli nie podpisze się pod nim co najmniej dwóch członków zarządu. Ma to na celu wprowadzenie transparentności – takiej, która jest czymś zupełnie normalnym w zdrowo funkcjonujących firmach. Dobrze by było, gdyby obowiązywało to nie tylko w klubach, ale i w całej gminie. Istotne byłoby też wprowadzenie kontroli nie tylko na zasadzie pobieżnego przejrzenia dokumentów, ale faktycznego sprawdzenia, jak dany klub funkcjonuje, ilu juniorów zgłosił do rozgrywek, ile ma drużyn i na jakim poziomie grają. To wszystko jest bardzo ważne, bo gdy nasze drużyny jeżdżą po 100 kilometrów i rozgrywają mecze z trzyosobową obsadą sędziowską, to koszty są dużo większe, niż koszty drużyn, które grają na niższych poziomach ligowych, gdzie wyjazdy są w promieniu 30 kilometrów, a mecz prowadzi jeden sędzia. Dla zobrazowania – spotkanie, które prowadzi trójka arbitrów, to koszt od 300 złotych. Mecz na poziomie lokalnym, prowadzony przez jednego sędziego, to koszt rzędu 70 – 80 złotych. Kiedyś obliczyłem, że piaseczyńskie drużyny, zgłoszone do rozgrywek juniorskich, rozgrywają łącznie więcej spotkań, niż wszystkie inne drużyny z okolicznych klubów. I my dostajemy na funkcjonowanie 240 tysięcy złotych, a na wszystkie pozostałe kluby jest do podziału ponad 600 tysięcy złotych. Do tego dochodzą jeszcze koszty transportu, a my ponosimy także koszty wynajmowania boiska na mecze i treningi. Owszem, pozostałe kluby, dysponujące swoim, nie gminnym, boiskiem, ponoszą koszty jego przygotowania, ale bardzo często są one rozliczane jako wkład własny, na zasadzie działalności społecznej.

Jest pan chyba jedynym człowiekiem w klubie, o którym praktycznie nie słyszy się złych rzeczy. Wszyscy podkreślają, że jest pan fachowcem, że doskonale zna się na swojej pracy, co było widać choćby w mojej niedawnej rozmowie z Mariuszem Arakiem. Nie boi się pan tego, że wybory samorządowe i tak zostaną zdominowane przez szyldy partyjne, które pokazały wielokrotnie, że piaseczyńska piłka ich nie interesuje?

Dziękuję za miłe słowa. Co do pytania – ja staram się robić wszystko tak, jak umiem najlepiej, działając z pełnym zaangażowaniem. Czy się boję? Nie, bo zdecydowałem się na kandydowanie nie dlatego, że nie mam pomysłu na życie, ale po to, by mieć dużo większe możliwości poprawy funkcjonowania naszego sportu. Radny, w przeciwieństwie nawet do członka zarządu klubu, jest twórcą, a nie petentem. A żeby zmieniać naszą piłkę, trzeba przede wszystkim tworzyć.



Gol Siniora dla reprezentacji U-15

Dodane 12 listopada 2014 o08:24:50 w kategorii ' Ogólne ',

Kuba Sinior, były zawodnik Piaseczna, grający obecnie w warszawskiej Legii, strzelił gola w towarzyskim meczu reprezentacji Polski U-15 z Irlandią, wygranym przez biało-czerwonych 2-1.

Image and video hosting by TinyPic

Nasz były gracz rozegrał pełne 80 minut, a na listę strzelców wpisał się już w 5. minucie, otwierając wynik spotkania.

W najbliższy czwartek (13 listopada) obie reprezentacje spotkają się po raz drugi – tym razem w Strawczynie (początek meczu o godz. 12.00).

Źródło: www.pzpn.pl



UMKS wreszcie zwycięski

Dodane 11 listopada 2014 o06:59:26 w kategorii ' Relacje ',

Aż 42 dni musieli czekać zawodnicy i kibice Piaseczna na kolejne ligowe zwycięstwo biało-niebieskich. Po serii czterech meczów bez kompletu punktów, UMKS-owi udało się wreszcie przełamać. Podopieczni Bartosza Kobzy wygrali wyjazdowy mecz z Sarmatą 2-1.

Image and video hosting by TinyPic

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem doszło do sytuacji, której nie można określić inaczej niż nadgorliwością służb porządkowych i marnowaniem pieniędzy podatników. Tuż przed wejściem na trybunę jednemu z kibiców upadła i potłukła się butelka. Szkło zostało posprzątane, weszliśmy na sektor, a po chwili... pod klatkę przyjechało tyle radiowozów, że aut było niemal tyle samo, co fanów na stadionie. Policję wezwał ochroniarz, pilnujący szkoły, do której należy wynajmowane przez Sarmatę boisko. A ponieważ na sektorze nie działo się nic złego, to po rutynowym spisaniu i przeszukaniu funkcjonariusze wzięli na celownik wspomnianego ochroniarza, który długo musiał się tłumaczyć z bezpodstawnego wezwania policji.

Spotkanie rozpoczęło się od mocnego akcentu Piaseczna, ale Dorian Zając nie wykorzystał świetnej sytuacji w 5. minucie meczu. Zemściło się to na UMKS-ie niespełna dziesięć minut później. Gospodarzom wydatnie pomógł arbiter, dyktując rzut karny w sytuacji, gdy faul Tomasza Grzywny miał miejsce jeszcze przed „szesnastką”. Z jedenastu metrów pewnie uderzył kapitan Sarmaty, Sebastian Bołtruczyk i od 14. minuty biało-niebiescy musieli gonić wynik.

Image and video hosting by TinyPic

Pierwszą okazję do wyrównania podopieczni Bartosza Kobzy mieli w 20. minucie. Ryszard Breś dośrodkował z lewego skrzydła na długi słupek, ale zamykający akcję Adamczyk główkował tuż obok bramki.

W odpowiedzi Sarmata przeprowadził szybką kontrę, po której Rybus ponownie musiał wyciągać piłkę z siatki. Sędzia najwyraźniej chciał jednak oddać UMKS-owi to, co zabrał w 14. minucie i... nie uznał gola, choć ten – zdaniem naszego szkoleniowca – był zdobyty prawidłowo.

Image and video hosting by TinyPic

Jeszcze przed przerwą Piaseczno przeprowadziło dwie groźne akcje. W 30. minucie Dorian Zając przedarł się lewą stroną boiska, wpadł w pole karne i spod linii końcowej wycofał piłkę do nadbiegającego Łukasza Krzyżańskiego. Niestety, strzał naszego pomocnika został zablokowany.

Więcej szczęścia miał w 38. minucie Dorian Zając, który po rzucie rożnym, wykonywanym przez Sebastiana Adamczyka, i zablokowanym strzale Patryka Łojewskiego, doskonale odnalazł się w polu bramkowym, trafiając z bliska na 1-1.

Image and video hosting by TinyPic

Dziesięć minut po zmianie stron podopieczni Bartosza Kobzy mogli (i powinni) prowadzić 2-1. Zając wpadł prawą stroną w pole karne, ale zamiast odgrywać do Bogackiego, który musiałby tylko dostawić nogę, nasz napastnik zdecydował się na strzał w długi róg. Zającowi zabrakło jednak odrobiny precyzji i piłka przeszła tuż obok bramki.

Trzy minuty później UMKS strzelił jednak zwycięskiego gola. Po rzucie wolnym, wykonywanym przez Krzyżańskiego, Łojewski przegrał pojedynek główkowy z obrońcą Sarmaty, ale defensor gospodarzy wybił piłkę tak, że ta spadła pod nogi Bresia, który w efektowny sposób dał biało-niebieskim drugiego gola.

Image and video hosting by TinyPic

Kilkadziesiąt sekund później mogło już być po meczu. Po wrzutce Adamczyka w doskonałej sytuacji znalazł się Bogacki, ale pomocnik Piaseczna zbyt wcześnie zdecydował się na strzał i piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką.

Okazję do wyrównania mieli również nominalni gospodarze, ale w 69. minucie szybką kontrę Sarmaty przerwał wracający do obrony Adamczyk, wybijając futbolówkę na rzut rożny.

Image and video hosting by TinyPic

W końcówce spotkania piłkarze ze stolicy musieli sobie radzić w dziesiątkę. Jeden z zawodników Sarmaty, szykujący się już do zmiany, skomentował niezbyt dobrą pracę arbitra, za co ujrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę.


8 listopada 2014
Sarmata Warszawa 1 – 2 UMKS Piaseczno
Bramki: 14' (k) Bołtruczyk – 38' Zając, 59' Breś
Skład: Rybus – Jamorski, Grzywna, Łojewski, Patryk Zieliński – Krzyżański, Nawrocki (46' K.Bogacki) – Adamczyk (90' P.Dudek), Sobieraj (84' Cieślak), Breś – Zając (70' Wąsik)
Żółte kartki: ? (Sarmata) – Łojewski (UMKS)
Czerwona kartka: 84' ? (Sarmata – za dwie żółte)



IWLJS: "Traktorki" zdemolowane

Dodane 11 listopada 2014 o05:57:05 w kategorii ' Relacje ',

Coraz bliżej awansu do ekstraligi są podopieczni Roberta Radońskiego. W sobotę biało-niebiescy rozbili Ursus aż 8-0. Bohaterami spotkania zostali Pacholski (strzelec czterech goli) i Krawul, który potrzebował zaledwie 15 minut, by skompletować hat-tricka.

Image and video hosting by TinyPic

Od początku spotkania to UMKS był stroną dominującą, ale nasi piłkarze długo nie mogli potwierdzić tej przewagi golami. W 7. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Wysocki trafił w poprzeczkę, w 30. minucie doskonałego podania od Rotuskiego nie wykorzystał Jagiełło, a w 35. minucie, po ładnym zejściu „Rotusa” z lewej strony i dośrodkowaniu w pole karne, Pacholski główkował w poprzeczkę.

Wynik otworzył dopiero Krogulec, który w 37. minucie wykorzystał podanie od Rotuskiego i mocnym uderzeniem w długi róg trafił na 1-0.

Image and video hosting by TinyPic

Jeszcze przed przerwą Krogulec wypracował drugiego gola. Obrońca UMKS-u świetnie podłączył się do akcji ofensywnej i wyłożył piłkę Pacholskiemu, który nie miał żadnych problemów z umieszczeniem jej w siatce.

Druga połowa była już koncertem biało-niebieskich, którzy jeszcze sześć razy zmuszali golkipera Ursusa do kapitulacji. Kanonadę rozpoczął Pacholski, który w 52. minucie wykorzystał podanie od Kalinowskiego i pewnym uderzeniem trafił na 3-0.

Image and video hosting by TinyPic

W 63. minucie było już 4-0 dla podopiecznych Roberta Radońskiego. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zgraniu piłki przez Dobiesa, wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Krawul z najbliższej odległości pokonał bramkarza stołecznych.

Kilkadziesiąt sekund później ładną dwójkową akcję przeprowadzili rezerwowi – Radek Cieślak zagrał z lewej strony do Krawula, a ten cztery minuty po wejściu na plac gry strzelił swojego drugiego gola w tym spotkaniu.

Image and video hosting by TinyPic

W 71. minucie Krawul zaliczył asystę przy trzeciej tego dnia bramce Pacholskiego, a po chwili sam skompletował hat-tricka, kończąc efektownym „szczupakiem” kapitalną akcję Stępnia.

Tuż przed końcem spotkania Cieślak odważnie wszedł między trzech obrońców, zagrał do Śmietanki, a ten odegrał na środek do Pacholskiego, który strzelił swojego czwartego, a ósmego dla UMKS-u gola.

Image and video hosting by TinyPic

Przed ostatnią kolejką rundy jesiennej biało-niebiescy są w doskonałej sytuacji, gdyż nie muszą się oglądać na wyniki innych spotkań. Aby awansować, ekipa Radońskiego potrzebuje trzech punktów z – również walczącym o ekstraligę – Mazurem Karczew.


8 listopada 2014
I Wojewódzka Liga Juniorów Starszych (rocznik 96/97)
UMKS Piaseczno 8 – 0 RKS Ursus
Bramki: 37' Krogulec, 41', 52', 71', 88' Pacholski, 63', 64' 75' Krawul
Skład: Erden – Krogulec (70' Stępień), Dobies, Wysocki, Szymański (76' Śmietanka) – Pacholski, Kośla, Komendarczyk – Jagiełło (67' Stolarski), Kalinowski (60' Krawul), Rotuski (53' Cieślak)



Jogger.PL (c) 2006
  • RSS feed,
  • Wszystkie prawa zastrzeżone.